|
Lesko, jest jedną z imprez które co roku warto odwiedzić, przynajmniej w moim kalendarzu imprez. W tym roku, jednak nie przedstawiało się to zbyt optymistycznie i jeszcze w dzień wyjazdu zastanawialiśmy się z Ormem czy w ogóle jechać.
Głownym powodem były bardzo kiepskie warunki pogodowe jak na jazdę na motocyklu. Jednak po krótkim namyśle stwierdziliśmy, że przecież ten wyjazd w nas siedzi już od dawna i jak nie pojedziemy na pewno będziemy żałować. Za oknami jednak obficie pada³ deszcz, wiêc na prêdko¶ci przygotowali¶my „Andrzeja”, tak aby poradzi³ sobie z du¿± ilo¶ci± wody na trasie. Zabezpieczyli¶my dok³adnie iskrownik, poprawiaj±c kartonik z Cavaliera, a ¿eby zwiêkszyæ prawdopodobieñstwo dotarcia na miejsce, dorobili¶my chlapacz na przedni b³otnik. Gdy skoñczyli¶my przygotowania, przesta³o padaæ i nawet chwilowo wysz³o s³oneczko. D³ugo nie my¶l±c wsiedli¶my na motocykl i pognali¶my do Leska. Na trasie zrobili¶my tylko jeden postój w Brzozowie, ¿eby odcedziæ kartofelki i daæ odrobinê odpocz±æ zdrêtwia³ym po¶ladkom. Po oko³o dwóch godzinach byli¶my ju¿ na miejscu i ku naszemu zaskoczeniu byli¶my praktycznie pierwsi z Mielca. Po chwili na trzech motocyklach dojechali do nas Pan Rysiek, z Bratem Pitem i jego ¿on± oraz Lewy. W czasie podró¿y nie spad³a na nas praktycznie ani jedna kropla deszczu, ale chwilkê po rozbiciu siê na biwaku, zaczê³o bardzo padaæ. Nam jednak deszcz ju¿ nie przeszkadza³, schronili¶my siê na tarasie domku, wynajêtego przez p.Ry¶ka, i zaczêli¶my konkurencje zlotowo towarzyskie ;). Nazajutrz by³o nas ju¿ du¿o wiêcej poniewa¿ w nocy dojecha³o jeszcze kilka osób z Mileca, oraz du¿o znajomych z innych zlotów. Ca³a impreza przybra³a niecodzienny bieszczadzki klimat i ju¿ przed po³udniem aklimatyzowali¶my siê z zaprzyja¼nion± ekip± z Dêbicy (oni to lubi± nas u¿±dziæ ju¿ przed po³udniem, ale my siê jeszcze odkujemy ;)). Gdy zaczê³a siê parada i okaza³o siê ¿e wszyscy od nas pojechali zwiedzaæ góry, my byli¶my ju¿ uziemieni na zlotowisku. ¯aden z nas nie móg³ prowadziæ motocykla, i przez chwile wydawa³o siê, ¿e ju¿ do wieczora bêdziemy siê szwêdaæ po o¶rodku. Na szczê¶cie pojawi³a siê iskierka nadzieji, i nie by³a to byle jaka „Iskierka” ;). Nie bêdê opisywa³ od pocz±tku do koñca jak co wygl±da³o, ale po chwili jechali¶my nad Solinê samochodem z „zajefajn± kobiet±” której muszê podziêkowaæ, bo uratowa³a nam nasze nietrze¼we ty³ki i to nie jeden raz. (Madzia, jeste¶ Wielka! Po powrocie na o¶rodek by³o ju¿ ca³kiem tradycyjnie. Dojecha³o bardzo du¿o osób, z którymi nie by³o mo¿liwo¶ci siê nudziæ. Nie zabrak³o palenia gumy, przy którym „Meter” popisa³ siê wyj±tkowymi zdolno¶ciami swojej Yamahy, która zrobi³a tyle dymu i huku ¿e zbieg³o siê mnóstwo osób z ca³ego o¶rodka. „Virówka” w b³yskawicznym tempie poradzi³a sobie z kapciem i nie obesz³o siê bez pomocy wulkanizacji... Nawet Andrzej topi³ gumê co równie¿ mu nie wysz³o na dobre bo jak siê pó¼niej okaza³o przetar³ dêtkê i nie mieli¶my mo¿liwo¶ci powrotu. Na szczê¶cie szybko znale¼li siê ch³opcy z Trze¶nia, którzy byli w Lesku dostawczakiem i zaoferowali podwózkê „Andrzeja” do mielca (Dziêkuwa ch³opaki, nie wiem co by¶my zrobili bez was Ja z Ormem dotar³em do domu w doborowym towarzystwie wy¿ej wymienionej Wielkiej Kobiety, za co jeszcze raz dziêkujemy. By³o naprawdê genialnie (Beat It), ca³a impreza by³a bardzo przyjemna a otoczka jaka niespodziewanie zrobi³a siê woko³o, by³a niezapomnianym prze¿yciem... Jak dla mnie wypas, za rok na pewno siê zjawimy ponownie... -z³o |