KOPNIK.PL
Wpisz szukane słowo i naciśnij "enter"
strona główna
22.02.2012.

bieszczadzkie witanie wiosny rajskie 2010 bieszczady imprezy motocyklowe impreza motocyklowa motocykle zloty zlot motocyklowy motocykli zloty dzida bar rzeszów josiro
.
Menu
strona główna
nowinki
warsztat
podróże
zloty i imprezy
ciekawostki
humor
linki
OCB
Logowanie





Nie pamiętasz hasła?
Konto? Zarejestruj się!


Kandydat na Lidera Roku 2010 Kawasaki GTR1400


Gdańsk Świąteczna Parada Grudzień 2009
Materiał Archiwalny
.

...
wiosna 2008 Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

Gdy już mieliśmy sprzęt do podróżowania, zaczęliśmy planować wyjazd. Jak się okazało w między czasie uzbierało się chyba z 10 osób chętnych na wyjazd z nami. Początek marca zapowiadał bardzo szybką wiosnę i praktycznie wymarzone warunki motocyklowe. Jednak „w marcu jak w garncu” pogoda szybko z motocyklowej przerodziła się w narciarską ,a chętni na wyjazd znikali szybciej niż się pojawili. W przed dzień wyjazdu zasypało nas śniegiem i cały plan wyjazdu mało nie legł w gruzach. Jedynym ratunkiem były prognozy pogody. Twardo w nie wierząc wyjechaliśmy z Ormem 21.marca, na świeżo poskładanym Andrzeju. Pogoda nam dopisała, a ku pokrzepieniu serc stojąc na poboczu podczas pierwszego postoju, ujrzeliśmy pędzącego za nami Metra. Fakt, że nasza prędkość przelotowa była niewielka to po niecałej godzinie jazdy nas dogonił. Na dwa motocykle jechało się już znacznie raźniej. Ku zaskoczeniu wszystkich Andrzej bardzo wartko pokonywał kolejne kilometry, a postoje były praktycznie tylko wtedy gdy już my nie dawaliśmy rady. Na wieczór dojeżdżając do Rajskiego zaczął sypać śnieg, jednak byliśmy już praktycznie na miejscu i nie dał nam bardzo popalić. Na miejscu zastaliśmy tylko właściciela ośrodka który wynajął nam duży 6-cio osobowy domek za 150zł. Cena wydała nam się duża, jednak nie mieliśmy nic innego do wyboru i w sumie dobrze, ponieważ w domku zastaliśmy pełen wypas, licząc od kuchni w pełni wyposażonej, ładnej czystej łazienki, saloniku z kominkiem i grilem na tarasie. Lepiej być nie mogło...


 Image


...Na drugi dzień, gdy już się ogarnęliśmy ruszyliśmy w drogę powrotną. Pogoda już nas nie rozpieszczała, lało i było zimno. Na pierwszym postoju okleiliśmy się workami na śmieci. Andrzej też został oklejony, a priorytetowym miejscem był seryjny iskrownik bardzo czuły na wodę,  montowany zaraz za przednim kołem gdzie najbardziej chlapie (genialne). Gdy ruszyliśmy dalej, szybko okazało się, że woda dała Andrzejowi w „dupę” i po przejechaniu ok. 5 kilometrów, padł w szczerym polu. Kombinacji było mnóstwo. Raz był zalany, innym razem nie dostawał paliwa... Męczyliśmy się grubo ponad godzinę, aż w koñcu stwierdziliśmy „zgon”. Namówiliśmy Metra, żeby wracał bez nas, i zaczęliśmy pchać Junaka do najbliższej wioski. Gdy dotarliśmy do wioski zamarzyliśmy o piwie, bo i tak już nie zapowiadało się na jazdę. Podczas poszukiwania sklepu spotkałem motocyklistę który mył podjazd przed domem. Zapytałem czy ma może kompresor i czy mógł by nam użyczyż trochę powietrza żeby osuszyć iskrownik. Zgodził się, a gdy wróciłem do Orma on już miał rozebrane wszystko na części pierwsze. Zapchaliśmy motocykl do życzliwego górala, i po kolejnej godzinie pruliśmy dalej.


Image


Jechaliśmy na maksa, ile tylko mieliśmy sił pędziliśmy żeby jak najwięcej nadrobić straconego dnia. O zmierzchu zaczęło się „piekło”. Po przejechaniu pełnym gazem około 120km, nie daliśmy rady. Gdy się zatrzymaliśmy, każdy z nas był przemoczony i stękał z bólu ogarniającego poszczególne części ciała. Dłonie nam chciały odpaść, a Ormowi przez otwarty kask, mało nie rozpołowiło czaszki. Do domu mieliśmy jeszcze 60km. Było blisko, ale przerażliwie zimno i ciemno. Dynama w Andrzeju nie były w stanie dostatecznie oświetlić drogi a parująca szyba nie pozwalała na zamknięcie kasku. Przez lasy i pola jechaliśmy powoli celując w drogę, gdy tylko trafiały się latarnie, pędziliśmy ile fabryka dała. Podobnie gdy jechało przed nami jakieś auto, trzymając się zderzaka nadrabialiśmy kilometry żeby jak najszybciej być w domu. Piętnaście kilometrów od Mielca, Andrzej zgasł po raz kolejny. Na szczęście brakło tylko paliwa, i po przechyleniu motocykla na prawy bok, i przelaniu resztek paliwa na kranik, dotoczyliśmy się do stacji benzynowej, Dojechaliśmy, jednak całą trasę czuliśmy przez tydzień na każdym kawałku ciała. Ważne, że się udało...

 

...Jak się później okazało jechaliśmy na motocyklu bez smarowania głowicy. Cały czas od pierwszego odpału, Andrzej miał zatkaną magistralę olejową doprowadzającą olej w górne partie silnika. W tym momencie walczymy o jego zdrowie w moto-torturowni, prowadzona jest długotrwała operacja na otwartym sercu... Miejmy nadzieje, że szybko powróci do zdrowia, bo sezon właściwie dopiero się zaczyna...

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
.
Pogoda

Pogoda w Warszawie, Poznaniu, Katowicach, Mielcu, Lublinie, Ustrzykach Dolnych

Rozpoczęcie Sezonu Motocyklowego Mała 2009
zobacz jak było ostatnio
Mateiał Archiwalny
.
 
© 2012 KOPNIK.PL :: Joomla! i Joomla! IE jest Wolnym Oprogramowaniem wydanym na licencji GNU/GPL.
Design by Mamboteam.com | Powered by Mambobanner.de